Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farbowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farbowanie. Pokaż wszystkie posty

Blond króciaki

Kiedy dwa tygodnie temu pokazałam Wam swoje krótkie włosy, narzekałam na to, że na zdjęciu wyszły bardzo rudo. Na żywo nie były aż tak rude, ale jednak pewien nieodpowiadający mi połysk był. Naturalną kolejną rzeczy było zatem pofarbowanie włosów. Postawiłam na sprawdzoną farbę Garnier Color Sensation nr 111. Liczyłam na duże rozjaśnienie. I rzeczywiście - włosy rozjaśniły się, wyeliminowały rudy odcień, ale to wciąż nie jest to, o co mi chodzi. Szczerze mówiąc, do tak krótkiej fryzury pasują mi włosy superjasne. Bardzo super jasne blond. Może prawie białe? Chodzi mi o taki efekt, jak na poniższych inspiracjach. 






Tymczasem u mnie, poki co, jest tak. Muszę nauczyć się doapsowywać ustawienia aparatu i poszukać najlepszej dla tej długości pory dnia. Na żywo włosy są jaśniejsze (choć nie tak jasne jak moje inspiracje), na zdjęciach wpadają w kolor pomarańczowy. No, kurde! 







No, to grzywka.

Większość moich włosowych decyzji jest skrajnie spontaniczna. Może dlatego nigdy nie byłam u tych topowych fryzjerów, bo perspektywa oczekiwania np. dwa tygodnie na zmianę wizerunku jest zupełnie nie dla mnie. Długie włosy (takie do łokci), ścięłam pod wpływem impulsu na chłopaka, więc ileż miałabym się nosić ze zrobieniem grzywki? W ciągu dnia pracy powstała myśl, już po południu (na szczęście dobry fryzjer miał miejsca) była i grzywka i wyrównany kolor.
Sam kolor bardzo mi się podoba, zwłaszcza na długości. Jest łagodny i naturalny. Trochę gorzej przyjął się na - sporych już - odrostach, ale niestety tego nie da się uniknąć.
No, to grzywka.






Po trochu wszystkiego: fryzura+farbowanie+nowe produkty

Przez weekend ponownie ufarbowałam włosy, zależało mi przede wszystkim na wyrównaniu koloru. Po farbowaniu pianką miałam dużo prześwitów, widać zrobiłam to bardzo nieumiejętnie, choć wydawało mi się, że pokrywałam wszystkie włosy. Tym razem zrobiłam mieszankę naprawdę wybuchową. Starałam się połączyć jakiś kolor ciemny: żeby pokryć te ciemne nierówności, ale równocześnie nie chciałam, żeby wyszedł np. czarny (obawiałam się tego, przy farbowaniu na brąz). Wybór padł na dwie farby garniera color naturals: nr 7 blond i nr 9,13 beżowy blond. W domu miałam jeszcze jedno opakowanie nr 111, więc i jego odrobina skapła do mieszanki. Naważniejsze zadanie: wyrównany kolor osiągnięty. Niestety, dziś w pracy znowu usłyszałam, że mam zielone włosy, choć mi się wydawało, że tym razem nie ma takiej poświaty. Pieprzone jarzeniówki.  


Pod koniec zeszłego tygodnia przyszła też do mnie paczka z Bioarpu. Zainspirowana wpisem Anwen skusiłam się na odżywkę Tradycyjny Syberyjski Balsam Do Włosów Nº 4 Na Kwiatowym Propolisie klik , ale również na Love2MIX Organic Organiczny Szampon Regeneracyjny Z Efektem Laminowania - Ekstrakt Z Mango I Awokado  - Klik i Maska Do Włosów Drożdżowa - Pobudzenie Wzrostu  klik. Wszystkie produkty póki co mnie zachwycają. Szampon pachnie obłędnie owocowo. Dobrze się nim myje, włosy są miłe i gładki. O odżywce pisała Anwen, sama na razie nic o niej nie powiem. Za to maska... chyba najpopularniejsza o niej opinia, to to, ze pachnie ciastkami. I rzeczywiście. Cudowny zapach, który się utrzymuje. Pysznie, i mam nadzieję, skutecznie. Musze się powtrzymywac, by nie używać tych produktów przy każdym myciu. 



A na koniec kolor włosów i fryzura z dzisiaj. Dwa mycia od kolejnego farbowania. Próbuję ukryć te swoje zielone końcówki, więc padło na dobieranego, klasycznego kłosa. Już nie mogę się doczekać, gdy włosy będą dłuższe,a ja będę mogła pleść długiego, porządnego, grubego kłosa. Albo raczej kłosisko. 




A co dalej z kolorem włosów? Nie wiem. Teraz już na pewno jakiś czas odczekam i zobaczę, co się z tym kolorem dzieje. 

A chciałam je tylko lekko przyciemnić

Podobno wiele kobiet przyciemnia włosy na zimę. Dopadło i mnie, zupełnie spontanicznie, powziąwszy decyzję w jakieś 5 minut, postanowiłam lekko przyciemnić włosy. Jak każda włosomaniaczka biję się z myślami na temat farbowania - rozjaśniania włosów, moje myśli raz po raz wracają do naturalnego koloru, więc tym razem, jak napisałam, postanowiłam zacząć od tego, by delikatnie je przyciemnić, zwłaszcza, że odrost miałam już spory. Ponieważ w tym momencie nie miałam wolnych rąk do farbowania, zdecydowałam się na farbę Loreal Soublime Mousse nr 700.  Tak. Nie wiem, co mnie pokusiło, jakiś fryzjerski diabeł siedział mi na ramieniu i mówił weź tę, ta druga będzie za jasna, nie będzie efektu. Nooo, efekt jest, trzeba przyznać. Póki co włosy są tak świeże, że nie mam  jeszcze zdania na temat tego, czy mi się podoba, czy nie. Nie czuję się źle, ale ja tak przeważnie mam, że czuję się dobrze w prawie każdym kolorze. Może to naiwne myślenie z mojej strony, ale wmawiam sobie, że tak też wyglądam. Farba nie przyjęła się tak równomiernie, jakbym chciała i szczerze mówiąc, muszę się zastanowić, co teraz z moim kolorem, obsserwując jednocześnie, jak kolor będzie się spierał. 

No, to proszę państwa...






Kiedy przyglądam się tym zdjęciom, wydaje mi się, że ten kolor włosów wydobył inny odcień moich oczu, ale może to tylko ułuda ekranu. 

Efekty farbowania - kombinowania.


Wyhodowałam już całkiem niezły odrost (choć i tak wolałabym, żeby był większy i był namacalnym dowodem na to, że włosy roooosną), więc przyszła pora na farbowanie. Farbuję się sama, nie w salonie fryzjerskim. A raczej przeważnie farbuje mnie mama, a ja ją. Mamy już dopracowaną technikę, na jej i moje włosy wystarczają mniej więcej dwa opakowania farby. Przeważnie mieszamy ze sobą Garniera nr 111 (obojętnie której podkategorii, ważne, żeby była to 111) oraz Londę nr 18. Jest to mieszanka pewna i sprawdzona. Podstawą jest tutaj kolor z Garniera, dzięki któremu osiągamy bardzo jasny blond, jednak ponieważ ma on tendencje do  żółknięcia, dodajemy Londę (nie zawsze całe opakowanie), która nadaje farbie popielaty odcień. 


Tym razem jednak zaszalałyśmy i do mieszanki dorzuciłyśmy również L'Oreal Preference w odcieniu Stockholm. No cóż, było to ryzykowne przedsięwzięcie, bo o ile nigdy wcześniej nie miałyśmy problemu z mieszanką, tak teraz, po zmieszaniu trzech rodzajów farby, miałyśmy niezłego stracha, bo konsystencja farby była bardzo płynna na początku (moje farbowanie) i glutowata później (mamy farbowanie). Nic to jednak, dzielnie nałożyłyśmy sobie farbę nawzajem na włosy i czekałyśmy. Na szczęście nic się nie stało, odcień wyszedł bardzo ładny, ale przyznam, że miałyśmy dużo obaw. Dziwną konsystencje mieszanka zawdzięcza zapewne farbie L'Oreal, którą nakłada się z dozownika, a nie jest przeznaczona do nakładania pędzlem z miseczki. Tym razem nam się udało, ale nie zdziwiłabym się, jakbyśmy kiedyś przekombinowały w mieszaniu, bo robimy to zupełnie intuicyjnie, bez wdrażania się w procenty i inne takie. No cóż, póki co tylko raz wyszedł nam żółtkowaty odcień, wiec z tą farbową intuicją nie jest chyba najgorzej.


Odrost delikatnie się odróżnia, ale jest to nieuniknione w przypadku farbowania na blond, nie jest to jednak różnica diametralna. Moja mama, która ma z natury ciut jaśniejsze włosy od moich ma ten odrost o wiele mniej widoczny. Włosy - jak to po farbowaniu - są delikatnie sztywne. Zarówno to, jak i ewentualna fioletowa poświata (zdaża mi się przy farbowaniu na blond) mijają wraz z kolejnym myciem. Farbuję włosy naolejowane. Nakładam farbę na odrosty, a mniej więcej 10 minut przed końcem wżerania się farby na całość, by odświeżyć kolor.








back to top